czwartek, 29 listopada 2007

Czy należy to powtórzyć?

Wielebny Księże,

trochę to dziwne, że jest Ksiądz nieobecny w debacie, która wzburza umysły na Forum Catholique i wiąże Księdza współbrata. Czy nie czas już, aby położyć kres tym pogłoskom i insynuacjom oraz podać oficjalnie stanowisko [Instytutu] Dobrego Pasterza, za który ponosi Ksiądz odpowiedzialność?

Z wyrazami szacunku,

Eryk Jacquemin – Paryż

Nic prostszego, drogi Przyjacielu! To będzie tylko powtórka.

Po prawdzie, powiedziano już tysiące zbytecznych słów, podczas gdy stanowisko Instytutu Dobrego Pasterza, takie, jakie ja poniższym przedstawiam, daje się przedstawić w kilku zdaniach. Poza kilkoma słowami, stanowisko to zajmowałem już przed paroma miesiącami na tym blogu (por. „Powiedział Ksiądz prawowitość?” z 17.04.2007 i „Prawo, czy brak legalności?” z 22.02.2007…)

1) Kontestowanie prawowitości formy zwyczajnej rytu rzymskiego oznacza negowanie władzy Biskupa Rzymu, a to nie jest katolickie.

2) Chodzi o taką prawowitość „ab origine”, od początku, która sama z siebie gwarantuje ważność rytu, jego skuteczność i – w konsekwencji – jego obiektywną „świętość”, jako działanie Samego Chrystusa.

3) Słowo „prawowitość”, brane w tym sensie, nie ma oczywiście znaczenia, jakie przydaje mu się w życiu powszednim, w którym wskazuje ono – dodatkowo – na faktyczną ścisłość i doskonałą zgodność doktrynalną.

4) Można więc zrozumieć, że słowo „legalność” byłoby niewystarczające, ponieważ gwarantowałaby tylko aspekt prawny promulgacji, a nie ważność rytu w ten sposób promulgowanego. Oto dlaczego słusznie wolimy używać słowa „prawowitość”.

5) Ono, w powyższy sposób rozumiane i odróżniane od swego znaczenia potocznego, pozwala z całą pewnością na poważną krytykę treści, gdyż jej nie przesłania. Sam Papież, na przykład, pozwala sobie na bardzo poważną [krytykę], kiedy twierdzi (bardzo pobudzając do refleksji!), że stary ryt zachowuje bardziej niż drugi charakter sakralny. Gdy chodzi o „Święte Świętych” Kościoła… tak właśnie myślimy od 40 lat i rezygnacja z tego stanowiska w sytuacji, kiedy Papież we własnej osobie przychodzi nam z pomocą, byłaby tak głupia, jak skandaliczna.

Kwestie dotyczące zachowania należy wydedukować z tych zasad, a nie na odwrót. Nie jesteśmy marksistami! Świadectwo, które składamy wobec świętości dowiedzionej i bezdyskusyjnej tradycyjnego sposobu odprawiania Mszy, bez szkody dla „prawomocności”, którą uznajemy w stosunku do innego [sposobu odprawiania], sprawia, że odczuwamy mocne zobowiązanie moralne, aby uczestniczyć czynnie wyłącznie w tej właśnie formie. I nikt, absolutnie nikt, nie może nas zobowiązać do rzeczy przeciwnej: do tego celu należałoby nam ukazać, że podczas celebracji w starożytnej i czcigodnej formie komunia nie jest całkowicie obecna! (biskupi, księża i zdezorientowani wierni, każdy w swej roli). To [byłoby] zwyczajnym monstrum teologicznym, przez co należy mieć nadzieję, że najbardziej szalony klerykalizm nim się nie posłuży. To tak, jak gdybyśmy zaczęli wymagać od wszystkich biskupów i kapłanów formy zwyczajnej, żeby celebrowali w formie nadzwyczajnej, aby ukazali, że są w komunii z Kościołem. Dobry żart!

Nie trzeba się wcale dziwić temu poruszeniu. O ile kwestie Magisterium (Munus docendi) są przedmiotem regularnych studiów, sprawy Jurysdykcji (Munus Sanctifiandi oraz Munus regendi) leżą odłogiem od lat trzydziestu, zarówno od strony tradycjonalistów, jak i koncyliarystów. Bardziej chciano się zajmować etykietkami i obrażaniem („integryści”, „sprzymierzeni”, „liberałowie”, „moderniści”, „schizmatycy” etc…), maskującymi, a także świadczącymi o pustce intelektualnej, zachowywanej w ten sposób. FC [forum catholique] dało nam właśnie w tych dniach , na nieszczęście, mimo kilku pięknych wystąpień, pewne pojęcie o tym ugorze. Bez przechwałek i z dużym niepokojem już od 20 lat mówię, że ta pustka kiedyś wybuchnie. Trzeba więc na poważnie zabrać się za przemyślenie tych trudnych i delikatnych kwestii, aby nie popaść w ogłupienie, czy sekciarstwo; tym bardziej, że nowy Papież sam pozacierał wszystkie ślady, a ludzie dawniej nieposłuszni, obecnie stają się wierni, i na odwrót. A ponieważ ks. Hery dobrze sobie zaczął poczynać z tymi zagadnieniami już w swej podstawowej pracy „Brak miejsca na schizmę” [Non lieu sur un schisme”] i cieszy się legendarną subtelnością myśli i wytrwałością, Instytut zamierza powierzyć mu za zadanie zmierzenie się z nimi.

Znaczy to tyle, że jest całkowicie niepotrzebne zapraszać jakiegoś kapłana z Instytutu Dobrego Pasterza do koncelebrowania Mszy (w Wielki Czwartek lub Wielki Wtorek, na przykład), a nawet uczestniczyć w niej. Nie tylko dlatego, że statuty mu tego zakazują. Prawo kanoniczne (kanon 902) potwierdza wyraźnie to prawo każdego kapłana do celebracji indywidualnej, zatem do uprawnionej odmowy koncelebracji; za wyjątkiem oczywiście, gdyby już był tam obecny i owa odmowa zaowocowałaby skandalem, gdyż właśnie zaczyna się wspólne nabożeństwo (ibidem). Ale podkreślmy jeszcze raz – to dlatego, że świadectwo, który ma dać, byłoby nieczytelne. A także, o ile to konieczne [do dodania], ponieważ jego przełożony generalny wyraźnie mu tego zakazuje, zgodnie z prawem Kościoła i prawem szczegółowym Instytutu.

Korzystam z tego, aby pozdrowić sympatycznych internautów Forum Katolickiego [Forum Catholique]. A przy okazji, z grzeczności, ta uwaga: proszę spać w nocy. Ile głupstw oszczędziłoby to dniowi. Prawda, że Proboszcz z Ars miał rację: „wszystko, co czyni się po godz. 22, to po diable”?

(zobacz oryginał)

wtorek, 6 listopada 2007

IDP w Marsylii?

Drogi Księże, oto moje pytanie:

w jaki sposób IDP może osiąść w Marsylii bez zgody biskupa? Czy istnieją artykuły Kodeksu Prawa Kanonicznego pozwalające na to, czy też kopiuje Ksiądz [przykład kościoła] św. Mikołaja z Chardonnet [Saint Nicolas du Chardonnet] w focyjskiej stolicy? W tym drugim wypadku – czy mogę Księdzu z całym szacunkiem oznajmić, że uważałbym ten pomysł za naprawdę mało światły, nawet jeśli w Marsylii gra warta byłaby świeczki?

Dziękując za oświecenie w temacie mnie i tych, którzy z sympatią śledzą Księdza akcję…

Emmanuel Buffer – Langon


Szanowny Panie,

dziękuję za zadanie mi w spokojnym tonie pytanie, które wzburza umysły. Czy IDP i jego porywczy moderator są w trakcie zakładania dzikich fundacji, ryzykując zasmucenie w Rzymie – który ich wspiera, jak wiadomo – i dając argumenty biskupom francuskim? Jednym słowem, czy szukają kija na samych siebie?

Proszę zauważyć najpierw, że w dużym stopniu to zwolennicy Bractwa św. Piusa X zarzucają IDP ten domniemany brak legalności; dość to zabawne i pocieszne! Krótko mówiąc, grają rolę bojaźliwej dziewicy, sami przekraczając radośnie i w formie zwyczaju jurysdykcję i chlubiąc się zasadniczym zwolnieniem z przestrzegania prawa, aby zarzucać uczciwym obywatelom ich „wybryki”. Tak jak gdyby pijak prowadził z szybkością 140 km/h w miasteczku i wrzeszczałby na pieszego, przechodzącego poza pasami. Ewangelia mówi o tym lepiej: „przecedzać komara, a połykać wielbłąda”.

Tym bardziej, zobaczymy to jeszcze, że nie jest tego komara więcej, niż ości w indyczce! Zatem, o co chodzi?

Prawo kanoniczne jest bardzo ścisłe co do założenia domu zakonnego w diecezji (czy to w przypadku jakiejkolwiek wspólnoty życia religijnego czy też apostolskiego: jedne kanony odsyłają do drugich) – nic nie może się wydarzyć bez wyraźnej i pisemnej zgody biskupa. Jest to zresztą całkiem normalne: jak ordynariusz miejsca mógłby dopuścić do powstania jakiejkolwiek instancji katolickiej w swojej diecezji? Byłoby to zaprzeczeniem jego władzy.

Czy chodzi o parafię, kaplicę, a nawet prywatne miejsce modlitwy: potrzeba takiej samej zgody. Nie można tu niczym pograć: zarówno stary, jak i nowy kodeks Prawa Kanonicznego są kategoryczne. Nie o tym można debatować.

Pierwsza kwestia pojawia się, kiedy biskup – usilnie proszony – nie daje znaku życia. Kiedy nie można go spotkać, nie odpowiada na pocztę, nie można w żaden sposób się z nim skontaktować, pisemnie czy ustnie. Zatem, kiedy nie ma sposobu, aby poznać jego opinię. Proszę nie sądzić, że jest to kwestia [czysto] spekulatywna: do tej pory pięciu biskupów francuskich odmówiło przyjęcia mnie, a nawet krótkiej, grzecznościowej wymiany myśli na piśmie. Około dwudziestu przyjęło mnie bardzo sympatycznie i pozostajemy w kontaktach. Ale ta pierwsza kwestia, którą – co Panu przyznaję – stawia wiele innych osób, nie jest bezzasadna: skoro należy mieć zgodę biskupa i nie jest możliwym ją otrzymać, domniemywać jej nie można. Co najwyżej można pożalić się z powodu jej braku i żywić obawę, że pojawia się tu pewna hermeneutyka zerwania…

Argument prawdziwy i decydujący jest całkiem inny i dziwię się, że mógł on ujść sprytnym detektywom, paplającym przez cały dzień w Internecie. Motu Prioprio przypomina o klasycznym argumencie, na nowo zastosowanym do rytu tradycyjnego: każdy „zdatny” kapłan może sprawować Mszę prywatną bez konieczności uzyskania zgody (art. 2). Poza tym, wierni, którzy wyrażają taką chęć, mogą korzystać z jego posługi i uczestniczyć w tej Mszy (art.4). Możliwości te, ofiarowane przez Motu Prioprio w sposób bardzo wyraźny, w niczym nie stanowią utworzenia parafii, kaplicy (w sensie kanonicznym), ani nawet prywatnego miejsca modlitwy. Stąd nie podlegają one w ogóle zakazom Prawa Kanonicznego w tym zakresie. Czyż nie jest to najbardziej elementarnym wyrażeniem zdrowego rozsądku? Katolicki kapłan odprawia katolicką Mszę, a katolicy biorą w niej udział. Nie ma czego robić z igły widły.

Ordynariusz miejsca zawsze może zakazać posługi kanonicznej, celebracji publicznych etc… odmówić wysłuchania, spotkania; może nawet potępić bez odwołania ludzi, których nie zna i nie chce poznać. To jest jego odpowiedzialność przed Bogiem, jego jedynym sędzią oprócz Papieża. Za to nie może On kanonicznie zakazać celebracji prywatnej zdatnym księżom, jak również udziału w niej wiernych, którzy tego pragną. Potrzebne by tu było bardzo poważne wykroczenie, przewidziane w Prawie, którego nie można sobie [dowolnie] wymyśleć.

Ponadto, od chwili, kiedy powstrzymujemy się od posługi publicznej i duszpasterstwa, zależnych od biskupa, wszelkie wtrącanie się w wewnętrzne sprawy stowarzyszenia życia apostolskiego, [będącego’ dodatkowo na Prawie papieskim, stanowi jawne nadużycie władzy. Kanon 738 §1 oraz 2 jest bardzo precyzyjny w tym względzie: „Wszyscy członkowie (stowarzyszeń życia religijnego lub apostolskiego) podlegają własnym przełożonym według konstytucji w odniesieniu do życia wspólnotowego i dyscypliny stowarzyszenia”. „Podlegają biskupowi diecezjalnemu w odniesieniu do kultu publicznego, duszpasterstwa i pozostałych dzieł apostolskich”. Stwierdza się więc, że biskup interweniujący wobec kapłanów instytutów, poza sferą publicznego apostolatu, za który nie poręczył, nadużywa jaskrawo swej władzy.

Oznacza to, że IDP doskonale, i to pod każdym względem, zachował przepisy Kościoła i że osoby twierdzące coś przeciwnego, są zwykłymi łobuzami, stosującymi niesłusznie wobec nas prawo kanoniczne, którego sami nie szanują.

Co do woli wyrażonej przez Papieża – ogłoszonej wielokrotnie poprzez edykty – aby Instytuty życia apostolskiego brały aktywny udział w życiu diecezji, wydaje mi się, że jest to wiążące dla biskupów, czyż nie? „Niech biskupi angażują do pracy duszpasterskiej instytuty życia konsekrowanego oraz nowe kościelne wspólnoty, z poszanowaniem ich własnych charyzmatów i niech wzywają wszystkich duchownych do jeszcze większej dyspozycyjności w służbie Kościołowi tam gdzie są potrzeby, również, gdy wymaga to ofiary” (Sacramentum Caritatis § 25). Tę samą myśl kardynała Ratzingera można znaleźć już w jednej z konferencji z roku 1998.

Oczywista przychylność, cechująca Motu Proprio w tym zakresie, powinna jak najszybciej przekroczyć Alpy bez żadnego uszczerbku dla swego dobrodziejstwa! Wiernym, zbitym z tropu z powodu opieszałości, z jaką rzeczy posuwają się naprzód, chciałbym powtórzyć zdanie Papieża (art. 7): „biskup jest usilnie proszony o spełnienie ich pragnienia”.

poniedziałek, 15 października 2007

Za czy Przeciw?

Wielebny Księże,

w rozmowie transmitowanej w Internecie, postawiono bp. Felllay’owi następujące pytanie:

„Jakie są Wasze stosunki z Instytutem Dobrego Pasterza? Jak oceniacie to dzieło? Dziękuję za odpowiedź”
I Jego odpowiedź:

„Nie mamy żadnych stosunków z IDP. Nie mam nic przeciwko temu, żeby moi byli współbracia starali się utworzyć jakieś dzieło. Mam jednak obiekcje, kiedy stwierdzam, że po raz kolejny Rzym ustanowił je „przeciwko nam”. Od tego czasu nic wielkiego w Kościele nie zrobili, poza tym że spełniają tę misję”.

Podziela Ksiądz ten osąd bp. Fellaya?

D. Balter – Nantes

Szanowny Panie,

jest całkiem oczywiste, że papież Benedykt XVI, bardzo przyjęty niesprawiedliwym potraktowaniem, jakiego doznał abp. Lefebvre oraz zatroskany z powodu podziału Kościoła, szczególnie we Francji, podejmuje najbardziej odpowiednie środki, aby zjednoczyć katolików i wprowadzić pokój w Kościele Bożym, za który jest odpowiedzialny. Obecnie, Jego najważniejszymi decyzjami w tym celu są z pewnością: ustanowienie Instytutu Dobrego Pasterza (8 września 2006) i sławne Motu Proprio (7 lipca 2007).

Mówi się w związku z tym również, ze źródeł dobrze poinformowanych, o możliwości zniesienia dekretu o ekskomunice wobec czterech biskupów Bractwa, który – jak się sądzi – mógłby pojawić się mniej więcej w ciągu roku. Wydaje mi się, że te trzy kroki, z których dwa stały się faktami, są decyzjami na korzyść Bractwa, a z pewnością nie przeciw Bractwu.

Jest pewne, że znakomita większość kapłanów Bractwa nie zaakceptowałaby żadnego birytualizmu i dlatego papież zgodził się na to w odniesieniu do [Instytutu] Dobrego Pasterza jako przykład tego, co uczyniłby oczywiście dla Bractwa, a nawet więcej (np. administratura apostolska). Nie jest to środek przeciw Bractwu, lecz z pewnością na korzyść Bractwa.

Tak samo, jeśli chodzi o Motu Prioprio, które było jednym ze słynnych warunków wstępnych, przedłożonych przez księży Riffana i Aulagniera, kiedy związani byli z dziełem abp. Lefebvre’a. Nawet jeśli Motu Proprio należy do prawa powszechnego, obowiązującego w Kościele, pozostaje aktem ustanowionym na korzyść Bractwa, a nie przeciw [niemu].

Co do zniesienia dekretu o ekskomunice wobec czworga biskupów, byłby to środek wychodzący naprzeciw Bractwu i jedynie dla niego samego [podjęty], nawet jeśli ten gest łaskawości papieskiej miałby mieć oddźwięk w całym Kościele.

Biorąc to pod uwagę, a także kontekst bardziej ogólny, interpretacja stworzenia [Instytutu] Dobrego Pasterza jako przedsięwzięcia przeciwko Bractwu jest po prostu ogromnym błędem historycznym. To tak, jak gdyby niezdyscyplinowani uczniowie jednej klasy uznali za karę, wymierzoną w nich, zachęty udzielone przez nauczycielkę uczniom bardziej skorym do współpracy. Byłoby lepiej, gdyby uznali, że jest to naglące wezwanie, aby uczynili to samo.

Odnośnie do działania podejmowanego przez Instytut Dobrego Pasterza od czasu powstania przed rokiem, może mi ktoś wytłumaczy, co w nich było „anty”, a szczególnie przeciw komu? Instytut ma 7 wyświęconych księży, w najbliższy poniedziałek będzie miał dom z 40 seminarzystami, świadczy posługę w dwunastu miejscach we Francji, obejmuje opieką duszpasterską już 4 szkoły (wkrótce) i pracuje nad powstaniem licznych parafii. Przeciw komu, pytam się Pana? Nie mówiąc już o zagranicy, która Pana niedługo zaskoczy.

Jest być może za wcześnie, aby móc dzisiaj pisać o tym w całej złożoności zagadnienia, ale sądzę raczej, że wyłania się na horyzoncie coś w rodzaju korzystnego współegzystowania pomiędzy biskupami francuskimi a Bractwem św. Piusa X na zasadzie „niech każdy troszczy się o swoje, a owieczki będą pod dobrą pieczą!”. Gdyż tak naprawdę – ono nie niepokoi już ich, nie zajmują się nim. „Biorę to na siebie i odsyłam do Bractwa św. Piusa X” rzucił niedawno pewien biskup wiernemu, który prosił go realizację Motu Proprio. „Nie wystarczy być w komunii z Rzymem”, to słowa innego etc.…

Wreszcie, lefebryzm bez arcykatolickiego abp. Lefebvre’a jest poręczny dla biskupów. Trochę jak [ikona] kosza w komputerze. Naiwnie sądząc, myślałem że czterysta kościołów i kaplic we Francji, należących do Bractwa, stanie się miejscami dla stabilnych grup, stanowiących idealną bazę wymaganą przez Motu Prioprio. I widzi Pan, ani jedni, ani drudzy o tym nie myślą.

Biskupi mówią nam, że w zasadzie brak jest próśb, a Bractwo o kościoły nie prosi. I koniec końców każdy jest zadowolony z drugiego, choć bez śmiałości zbyt jasnego wypowiedzenia się w tej sprawie, i wszystko jest w porządku na strzeżonym terenie, jakim jest najstarsza Córka Kościoła!

Tak, szanowny Panie, jestem za i to zdecydowanie: za papieżem jednoczącym Kościół, za Jego Motu Proprio, które jest środkiem ku temu, za biskupami Francji otwierającymi swe kościoły, za Bractwem św. Piusa X akceptującym, że mu się je powierza… W Instytucie Dobrego Pasterza uczyniliśmy swoimi słowa Jezusa do apostołów, których wysyła na misję: „kto nie jest przeciw wam, jest z wami”. Inaczej mówiąc, nie mamy innych wrogów, niż tych, którzy kategorycznie odmawiają bycia naszymi przyjaciółmi; nie my tu wybieramy, lecz oni.

(zobacz oryginał)

wtorek, 2 października 2007

Sprawa diakonów.

Drogi Księże,

chciałbym ochrzcić mojego syna według rytuału Jana XXIII, ale nie znam, niestety, żadnego kapłana „dobrej woli” w mojej diecezji, który byłby gotów to uczynić. Znamy jednak, wraz z żoną, stałego diakona, którego bardzo cenimy i który może zgodziłby się, jeśli byśmy mu zaproponowali. Ale w czym problem: w swoim ostatnim motu proprio „Summorum Pontificum” papież nasz przywołuje – o ile mi wiadomo – tylko przypadek kapłanów, chociaż liberalizacja mszy dotyczy także rytuału i brewiarza. Czy jest zatem kanonicznie możliwe, żeby diakon stały udzielił chrztu w rycie tradycyjnym?

Z wyrazami szacunku,

W jedności w modlitwie,

Emmanuel Mileur (Verdun)

P.S. Moje szczere życzenia dla Waszych pięciu nowo wyświęconych księży!

Szanowny Panie,

jest oczywiste, że Motu Proprio nie wspomina diakonów, skoro ma na celu uwolnienie Mszy tradycyjnej.

Jest również oczywiste, że wszystkie normy ustanowione przez Motu Proprio papieża Benedykta XVI dotyczą funkcji wykonywanych przez diakonów. Na przykład, Ojciec Święty pozwala wrócić do oficjum (brewiarza) każdemu kapłanowi – to pozwolenie obejmuje również diakonów.

Inaczej mówiąc, wszystko, co normalnie dozwolone jest diakonowi, może on spełniać w rycie tradycyjnym jak wszyscy księża.

Ale uwaga: są funkcje, których diakon absolutnie nie może wykonywać bez wyraźnego zezwolenia proboszcza. Nie mówię to oczywiście o funkcjach, których jego stan nie pozwala mu wykonywać: celebrować Mszę i słuchać spowiedzi. Mówię o funkcjach, które może spełniać zgodnie z swoim stanem (mówienie kazań, udzielanie chrztu, itd.) – nie może absolutnie ich wykonywać bez delegacji księdza odpowiedzialnego za posługę. Powodem jest to, że diakon jest sługą, posługującym (z greckiego diakonos), podczas gdy kapłan jest odpowiedzialny za dusze (z greckiego presbyteros – dawny).

A zatem, wydaje się jasne, że diakon może korzystać ze wszystkich pozwoleń Ojca Świętego dotyczących jego stanu (ryt chrztu, pewne błogosławieństwa, egzekwie, głoszenie [słowa Bożego]), jeśli tylko oczywiście ma wyraźną zgodę proboszcza, pod którego jurysdykcją dokonuje się ten akt.

Tak więc nie może Pan skorzystać z posługi diakona, aby ochrzcić swoje dziecko, o ile proboszcz parafii nie udzieli mu swojej zgody.

Wydaje mi się oczywistym, że wszystkie zarządzenia Papieża odnośnie liturgii, prawa, udzielania sakramentów dotyczą zarówno diakonów jak i kapłanów, respektując właściwy diakonom stan w Kościele Boga żywego.

(zobacz oryginał)

piątek, 28 września 2007

Święcenia w Saint Eloi?

Szanowny Księże,

ostatnio dowiedziałem się, że 22 września Jego Eminencja Kardynał Castrillon-Hoyos dokona święceń kapłańskich diakonów Instytutu Dobrego Pasterza.

Święcenia te kazały mi się zastanowić nad pewną rzeczą, którą niektórzy mogą uznać za marginalną, ale wydaje mi się, iż posiada ona pewne znaczenie; chcę poruszyć temat zastosowania motu proprio „Sacrorum antistitium” z 1 września 1910 roku, powszechniej nazywane „Przysięgą antymodernistyczną”. Czy przyszli kapłani będą składać tę przysięgę, ustanowioną przez św. Piusa X?

W przypadku odpowiedzi negatywnej, co usprawiedliwiałoby z Księdza lub ich punktu widzenia taką rezygnację?

W oczekiwaniu na odpowiedź – Jean-marc Veran

Szanowny Panie,

jest całkiem oczywiste, że wszyscy kapłani I.D.P złożyli przysięgę antymodernistyczną (i pozostałe również) po dostąpieniu do subdiakonatu, diakonatu i kapłaństwa, zatem trzykrotnie.

Nie ma w tym nic marginalnego; modernizm jest „ściekiem wszystkich herezji” (św. Pius X), próbując zastąpić obiektywność Objawienia, daną w słowie Bożym w formie pisanej lub przekazanej przez immanentne doświadczenie religijne poszczególnego człowieka. To prawie natychmiastowa śmierć każdej religii, jeśli bierze ona za podstawę sumienie w funkcji jedynie pośredniczącej (między czym a czym?) dla hipotetycznej jedności duchowej rodzaju ludzkiego, gdzie wyraźna negacja istnienia Boga nie stanowi nawet przeszkody.

Proszę się nie dziwić po tym wszystkim, że wielu jeszcze dzisiaj może się nazywać katolikami, chociaż nie są pewni ( nie zaprzeczając możliwości poznania), czy Bóg istnieje! No tak.

poniedziałek, 17 września 2007

Problem: Komu wierzyć? Kiedy wypowiada się Magisterium?

W swoim liście do Biskupów Benedykt XVI potwierdza, że wraz z wprowadzeniem nowego Mszału, stary „Mszał nigdy nie był prawnie zniesiony i w konsekwencji, zasadniczo, zawsze był dozwolony.”

Tymi słowami Benedykt XVI zaprzeczył nie tylko twórcy reformy liturgicznej, Eminencji Hannibalowi Bugniniemu, który utrzymywał dokładnie coś przeciwnego (p. A. Bugnini, La Riforma liturgica 1948-1975, CLV Edizioni Liturgiche, Rzym, 1983, ss. 297-299), ale nawet Paweł VI, który z okazji Konsystorza 24 maja 1976 r. zadeklarował wyraźnie:

„To w imieniu Tradycji prosimy wszystkich naszych synów, wszystkie wspólnoty katolickie, by celebrować z godnością i żarem, Liturgię zreformowaną. Przyjęcie nowego Ordo Missae nie jest oczywiście pozostawione do arbitralnego wyboru przez kapłanów czy wiernych: instrukcja z 14 czerwca 1971 r. przewidziała celebrację Mszy w starej formie za zgodą ordynariusza wyłącznie dla kapłanów w podeszłym wieku albo chorych, składających Najświętszą Ofiarę sine populo. Nowe Ordo zostało promulgowane na miejsce starego, po dojrzałym przemyśleniu, w nawiązaniu do starań Soboru Watykańskiego II.

Nie inaczej nasz święty Poprzednik Pius V uczynił obowiązkowym Mszał zreformowany pod jego zwierzchnością, w nawiązaniu do Soboru Trydenckiego. Wymagamy tej samej uległości, z tą samą najwyższą władzą nadaną nam przez Jezusa Chrystusa, wobec wszystkich pozostałych reform liturgicznych, dyscyplinarnych, pastoralnych, przygotowanych w tych latach dla wypełnienia dekretów soborowych.”

Dr Richard Marguelles-Bonner – 56

Drogi Doktorze,

kontrast tekstów, które Pan cytuje, z pewnością rzuca się w oczy i nasi czytelnicy będą Panu wdzięczni za jego przedstawienie. Aby odpowiedzieć na Pana uzasadnione pytania, trzeba rozróżnić rodzaje wypowiedzi papieży. Niezależnie od magisterium w ścisłym tego słowa znaczeniu, które podlega bardzo precyzyjnym kryteriom, nie interesujących nas tutaj, należy rozróżnić pomiędzy tekstem prawodawczym papieża, a taką czy inną deklaracją (nawet jeśli jest papieską!), mówiącą o prawodawstwie. To wcale nie jest to samo! Motu Proprio z 7 lipca, jak i dekret Pawła VI, promulgujący nową Mszę są tekstami prawodawczymi. Słowa Ekscelencji Bugininiego, czy papieża Pawła VI (nawet podczas konsystorza), jak również list towarzyszący Motu Proprio, przeznaczony dla biskupów i opublikowany w tym samym czasie, nimi nie są. Koniec dyskusji. Pierwsze mają moc prawna, drugie nie.

Wiadomo, że w konstytucji Pawła VI promulgującej N.O.M. brak jest jakiejkolwiek wzmianki o zniesieniu Mszy tradycyjnej i że – w konsekwencji – zniesienie to nie miało miejsca. To, że Jego Ekscelencja Bugnini czy Papież Paweł VI wydawali się być zdania przeciwnego, lub też takie wyrazili, w niczym nie mogło zmienić ustawodawstwa. Jeśli Rachida Dati zadeklarowałaby dziś, że kara śmierci nie została uchylona przez Badintera – czy to by ją miało zrehabilitować pomimo wszystko? Jeśliby Simone Veil naszły straszne wyrzuty sumienia na wspomnienie śmierci milionów istnień, które spowodowała [200 000 x (2007-1973) : 6 800 000], i zadeklarowałaby ona nagle wobec prasy, że to niesprawiedliwe prawo jest nieobowiązujące – czy zabroniłoby to od jutra każdej francuskiej kobiecie zabicia swojego dziecka całkiem legalnie? Widzi Pan dobrze, drogi Doktorze, że jedynie tekst prawodawczy ma moc prawną i że marginalne parafrazy nic w nim nie zmienią, nieważne od kogo pochodzą.

Wracając do naszego tematu: teksty ustawodawcze Pawła VI promulgowały bez wątpienia nową Mszę (na nieszczęście), nie zakazując dawnej (na szczęście). Deklaracje po tym następujące w niczym nie zmieniają postaci rzeczy, jak powiedziałby Molier.

Podobnie Motu Proprio papieża Benedykta XVI jest jedynym tekstem prawnie obowiązującym, a list mu towarzyszący, jakkolwiek godny szacunku, nie jest nim w ogóle. Pierwszy jest normą obowiązującą cały Kościół, drugi gestem pasterskim panującego papieża dla uzyskania akceptacji pierwszego przez większą liczbę biskupów, niezbyt przychylnie nastawionych, to prawda. Nie mieszajmy tego wszystkiego.

Odpowiedź na Pana pytanie jest więc całkiem prosta – to dobre prawo papieża Benedykta, by móc powiedzieć (w swoim tekście prawodawczym, jak Pan to zauważył), że Msza tradycyjna nigdy nie została zniesiona… ponieważ nigdy taką nie była! Ani deklaracje temu przeciwne choćby najgłośniejsze, ani skandaliczny ostracyzm faktów (te pierwsze w imieniu tych drugich, oczywiście) niczego w tym nie zmieniają.

Jaki morał z tej historii? Społeczeństwo jest rozumnie rządzone przez prawa (rozumne same w sobie) a nie przez deklaracje; a jeśli trzeba wybrać, decyzja jest szybka.


wtorek, 4 września 2007

Diabelskie Motu proprio?

Drogi Filipie,

wysyłam Ci e-mailem stanowisko bp. Williamsona, które przeczytałam na „Porte Latine”. Wiem, że podziwiasz Biskupa tak jak ja. Każdy jego udział w dyskusji fascynuje nas i rani zarazem; jest to z pewnością właściwy Mu dar. Lecz wierni są zdezorientowani przez ten dialektyczny styl myślenia. Możesz mi powiedzieć, co o tym sądzisz?
Monika Lagueri
Paryż
Tekst bp. Williamsona:

Debata na temat ostatniego Motu proprio papieża Benedykta XVI trwa – może nie doprowadzając do burzy, na pewno jednak do podniesienia się nastrojów. W Motu proprio uznano, że ryt trydencki nigdy nie został zniesiony i udzielono wszystkim księżom katolickim pewnej swobody w jego celebracji.

Niektórzy potępili ten dokument z powodu jego podwójnego języka i stwierdzili, że nie jest niczym innym, jak przynętą dla wciągnięcia katolików tradycjonalistów w ruchome piaski Kościoła posoborowego.

Jeśli chodzi o podwójny język, częściowo na usługach katolicyzmu, częściowo koncyliaryzmu/ducha soboru – jest to niestety prawda. Lecz czego mogliśmy oczekiwać ze strony osoby, którą można by określić jako „papieża o podwójnym obliczu”? Benedykt XVI, jak Paweł VI i Jan Paweł II przed nim, nie zauważa, że wierzy jednocześnie w dwie sprzeczne religie. Jeśli nie doczekamy się cudu, Benedykt XVI będzie tak myślał aż do śmierci. Jest to dość żałosne, choć – o ile tyczy się Motu prioprio – nie ma wielkiego znaczenia.

Z mojego punktu widzenia większe znaczenie ma to, że – jak trafnie mówi stare przysłowie – Pan Bóg i diabłem może się posłużyć [gra słów: w oryginale przysłowie francuskie „le diable porte pierre/Pierre” (diabeł nosi kamień/Piotra) – diabeł może przyczynić się do budowy kościoła/Kościoła]. Widzimy, że wielu krajach liczni katoliccy kapłani i świeccy – choć zasadniczo nie biskupi – odkrywają prawdziwy ryt Mszy, zamawiają mszały, płyty dydaktyczne DVD o Mszy św., ornamenty liturgiczne etc. … Już mogę sobie wyobrazić obiekcje czystych i nieugiętych! Oczywiście, nie wszystko będzie doskonałe od razu. Będą błędy w łacinie, rubryki nie do końca przestrzegane itp., lecz dlaczego nie pozwolić działać łasce Bożej?

Z Bogiem, najmniejsze dobro wyda owoc – a kapłan katolicki nie przemieni się w jednym dniu!

Pozwolę sobie przedstawić możliwy scenariusz; nie jest nieuchronny, proszę mu wierzyć lub nie. Współczesna epoka może być porównana do czasów Noego, zaraz przed potopem. Nasz świat telewizyjnego ogłupienia, opanowawszy obecnie całą planetę, zmierza ku przepaści. Bóg nie może mu już więcej pozwolić na to, by prowadził miliony dusz do piekła.
Kiedy legnie w gruzach, katolicy będą zmuszeni rozbiec się na wszystkie strony w poszukiwaniu kapłana, który by ich wyspowiadał. Nie będzie wystarczająco wielu księży FSSPX będących „liturgicznie bez zarzutu”. Zatem można pomyśleć, że Bóg szykuje na te dramatyczne dni pewną liczbę księży – znanych Jemu samemu – poza obrębem FSSPX. Stąd Motu prioprio pozwalające im odnowić więzy z prawdziwym rytem Mszy – przynajmniej prywatnie – jest istotnym etapem tego przygotowania.

Z całego serca módlmy się za tych księży i za papieża. Kyrie Eleison !

Biskup Richard Williamson

Diabelskie Motu prioprio – moja odpowiedź

4 września 2007 23:16, przez ks. Filipa Laguerie

Droga Moniko,

podzielam Twoją opinię co do osoby bp. Williamsona – tak jak Ciebie, fascynuje mnie on i niepokoi zarazem. Mam tyle podziwu dla tego biskupa, że wszystko, co mógłbym powiedzieć o nim będzie zawsze naznaczone zarówno respektem, który oddala, jak i przyjaźnią, która zbliża.

Kiedy mówi on o Motu prioprio, jest oczywiście na swoim własnym terenie, lecz „I królowie, choć wielcy, przecież to są ludzie, Mogą się jak my mylić i potknąć na grudzie.” O czym powinni pamiętać wszyscy biskupi, nie tylko ta jedna osoba. Trzeba przyznać, że jego dialektyka jest pociągająca, podobnie jak u św. Pawła, Pascala czy Juliena Greena. Niestety, co za ambaras. Nie mogę myśleć o Nim bez przypomnienia, jak podczas niezliczonych rozmów w jego miłym towarzystwie, tych wersów Baudelaire’a, które pasują jak ulał do Niego:
„Poeta jest podobny księciu na obłoku, Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika; Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku – Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.”
Gdyż ten genialny Albatros może latać – ale, jak zauważyliście, on nie może chodzić. Któż mógłby, poza Bogiem, przeszkodzić temu gigantowi w lataniu? Co nie zmienia postaci rzeczy, że całe stworzenie sprzymierzyło się, by przeszkodzić mu w chodzeniu, a ostatni przybyły pęta go i zrzuca na ziemię.

Jego ulubiony temat? Apocalypse now! I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że apokalipsa jeszcze nie miała miejsca. Przynajmniej powinien przyznać, że nie jest ona możliwa, o ile nie dojdzie do nawrócenia Żydów, jak to przewidział św. Paweł. Pod tym względem zgadzamy się i byłoby zadziwiające, gdyby chciał to uprzedzić.

Jego stanowisko odnośnie Motu prioprio jest jasne i proste; znając jego zamiłowanie do sylogizmów, można by powiedzieć, że:
Nic dobrego nie może przyjść z „koncyliaryzmu/ducha posoborowego”, zatem Motu prioprio pochodzi „od ducha posoborowego”, zatem Motu prioprio nie może być dobre.

Jednak jest oczywiste, że Motu prioprio może, przez przypadek, przynieść pewne dobre owoce; Pan powiedział, że złe drzewo nie wydaje dobrych owoców, zatem czy Motu prioprio jest również dziełem katolickim?

Skąd mają bowiem przyjść te dobre owoce, skoro drzewo jest złe? Zatem to diabeł jest tym, który „nosi kamień”, więc Motu prioprio jest dziełem diabła.

Drugi argument bp. Williamsona jest całkiem logiczny. Przez czyje opatrznościowe ręce (ponieważ mimo wszystko nikt nie ma wątpliwości, że to diabeł jest w rękach Bożych a nie odwrotnie) miałoby się realizować to przypadkowe dobro powodowane przez diabła, mogące uratować niektóre dusze przed powszechnym potopem? Rozsądku na pewno nie można odmówić Biskupowi, kiedy mówi: przez ręce kapłańskie. Lecz należy przyznać wraz z owym gigantem mórz: sami kapłani FSSPX nie wystarczą. Znajdzie się więc, za pośrednictwem diabła i jego uczonego Motu prioprio, pewna liczba „liturgicznie niedoskonałych”, niedobrych księży – to znaczy spoza FSSPX – którzy jednak, mimo swoich grzechów, będą mogli dawać rozgrzeszenie innym. Należy więc gorliwie się modlić za tych kapłanów, znanych tylko Bogu, którzy wykonają tę czarną robotę, zapośredniczoną przez diabła. „Kyrie eleison”!

Chciałbym bardzo pokornie zwrócić uwagę naszemu drogiemu i kochanemu prałatowi, że są poza Bractwem księża potrafiący całkiem dobrze (a może i lepiej?) odprawiać tradycyjną Mszę, spowiadać (całkiem nieźle) w imieniu Jezusa Chrystusa bez zajmowania się diabłem, ani oczekiwania od niego wsparcia, a jeśli potrzebują Bożego miłosierdzia, to niekoniecznie w większym stopniu niż ci „liturgicznie doskonali”. A może nieco mniej: czy naprawdę muszą znosić ten nieznośny ciężar ciągłego wysłuchiwania, że są czyści, wybrani dzięki łasce przełożonych jedynych w swoim rodzaju. Zakończmy cytatem z Baudelaire’a:
"Aniele pełen dobra, znasz ty łkania mściwe, Znasz ty pięść nienawiści w mroku zaciśniętą, Gdy zemsta swą pobudkę wygrywa przeklętą, Wywołując pokusy w sercu chorobliwe? Aniele pełen dobra, znasz ty łkania mściwe?"