środa, 21 marca 2007

Adhortacja apostolska „Sacramentum caritatis”

Proszę Księdza,

adhortacja apostolska „Sacramentum caritatis”, która właśnie się ukazała, w ogóle nie była komentowana w środowiskach Tradycji i w niewielkim stopniu w prasie.

Niektóre fragmenty brzmią tak, jakby szło w dobrym kierunku (żądanie od przyszłych księży już od czasów seminaryjnych, uczenia się zrozumienia i odprawiania Mszy Świętej po łacinie, stosowania tekstów łacińskich i używania śpiewu gregoriańskiego; żaden wysiłek nie powinien być zaniedbany w tym, co dotyczy samych wiernych, aby znali całość wspólnych modlitw po łacinie itd. … itd. …)

Czy byłby Ksiądz na tyle uprzejmy, aby nam skomentować (nawet pobieżnie) ten dokument? Krótko mówiąc, jak go Ksiądz przyjął?

Anne Guyon
Lyon

Droga Pani,

w rzeczy samej, nie będę komentował tego dokumentu w całości, lecz opiszę Pani kilka wrażeń na gorąco. Tym bardziej, że obecnie mamy niemal całkowitą pewność szybkiego pojawienia się „Motu proprio”, która zmieni sytuację.

Lecz na początku, uderzenia wspaniałego serca, może mrugnięcia okiem, kto wie? Proszę samemu osądzić.

Kapłaństwo, jak mawiał św. Augustyn, jest „amoris officium” - urzędem dobrego pasterza, który ofiaruje swoje życie za owce” (nr 23)

Jest niepotrzebnym mówienie jak bardzo zdanie takie jak te, poza tym, że daje każdemu kapłanowi przykładowy model Dobrego Pasterza kończący się w miłości oddającej własne życie, obraca w proch każdą inną koncepcję kapłaństwa, rozumianego jako środek osobistej świętości, zaś jest ono czymś całkowicie odwrotnym: to posługa wymaga i zakłada świętość kapłana. Jestem pewien, że wszyscy moi współbracia z IDP przyjęli to zdanie jako zachętę do dalszego kroczenia z gorliwością po drodze zainaugurowanej 8 września zeszłego roku.

Niech biskupi angażują do pracy duszpasterskiej instytuty życia konsekrowanego oraz nowe kościelne wspólnoty, z poszanowaniem ich własnych charyzmatów i niech wzywają wszystkich duchownych do jeszcze większej dyspozycyjności w służbie Kościołowi tam gdzie są potrzeby (Papież mówi o ogromnym braku kapłanów w niektórych miejscach. Przypis Bloga), również, gdy wymaga to ofiary.” (nr 25)

Wola Papieża jest niezmiernie jasna: wykorzystywać wszystkich możliwych kapłanów, zwłaszcza tym z nowych instytutów, z ich własnym charyzmatem. Jest to prawdziwa, jedyna polityka prawdziwie katolicka, aby wyprowadzić Kościół z „pustynnienia”, które zna w niektórych regionach, jak w naszej biednej Francji. Nie chodzi więc o niesłychaną wizję kościoła „adapowanego” (Neologizm, utworzony na bazie francuskiego ADAP – Assemblée Dominical en Absence de Prêtre – Zgromadzenie Niedzielne pod Nieobecność Kapłana. ADAP są organizowane przez świeckich tam, gdzie nie ma kapłanów. Jest to rodzaj nabożeństwa z lekturą Pisma Świętego i Komunią udzielaną przez nadzwyczajnych szafarzy. - przyp. Tłum.), obecnego wszędzie po trochę z jednym kapłanem, bez wątpienia bohaterskim, w przestrzenie 100 kilometrów. W Imię Boga, czy biskupi francuscy zastosują wreszcie to rozwiązanie, które będzie ich honorem i zbawieniem? O jakich bowiem ofiarach mówi Papież? Bez wątpienia o ofiarach kapłanów, opuszczonych w ten sposób na nierówną walkę względem ich sił. Lecz gramatyka francuska pozwala powiedzieć, że chodzi równie dobrze o tych z grona biskupów (jedyny podmiot zdania z tym przecinkiem, który oddziela resztę), co do których wiemy, że wezwanie skierowane do tych kapłanów nie zawsze jest dla nich czymś miłym. Jeżeli biskupi francuscy, jako kolejni i biorący przykład z Kard. Ricard, chcieliby w tej dziedzinie zastosować tę jasną radę Papieża, zaczynamy marzyć. Około pięćset parafii mogłoby szybko otrzymać kapłanów i ruch w ten sposób wytworzony szybko wypełniłby seminaria. A może jest ideologią, poniżającą w ten sposób wszystkich chrześcijan w obliczu galopującego jeszcze na długo ateizmu, gdy biskupi upierają się w tym, co trzeba jasno określić jak Papież, odwrotem od ofiary? Któż nie widzi, że ta ofiara szybko zmieniłaby się w dumę, pomyślność, wraz z czołowym niepodejrzewanym kapitałem odnalezionego podziwu? Znajdzie się miejsce dla wszystkich, do diabła, a także jeszcze więcej. Jak długo jeszcze będą kapłani bez zajęcia (jak kilku z Bractwa św. Piotra), kiedy kapłan diecezjalny obsługuje 50, 70 czy 100 parafii i kona przy tym niemożliwym zadaniu? Tak, nadszedł czas, biskupi muszą wykorzystywać wszystkich dostępnych kapłanów, nawet za cenę ofiar.

Ten dokument jest tak w całości, jak i w szczegółach wolą powrotu do spójności liturgicznej. Wola przyprowadzenia Tradycji do liturgii, wraz z jej niezmiennymi i konstytucyjnymi prawami. Liturgia jest uprzywilejowanym miejscem dla Tradycji i jej kwintesencją, nie znajdującą się w Piśmie jak tylko w sposób embrionalny; wiemy również, że z definicji, wszelkie zerwanie w tej dziedzinie jest śmiertelne, jak to często podkreślał Kardynał Ratzinger.

To w świetle tej woli należy czytać numer 3 dokumentu, bez wątpienia najczulszy i najbardziej newralgiczny! Cytujemy w całości ten decydujący fragment:

Rozwój eucharystycznego obrzędu

3. Spoglądając na dwutysiącletnią historię Kościoła Chrystusowego, kierowaną mądrym działaniem Ducha Świętego, pełni wdzięczności podziwiamy dokonujący się w czasie rozwój form obrzędowych, poprzez które sprawujemy pamiątkę wydarzenia naszego zbawienia. Od wielorakich form pierwszych wieków, które nadal jaśnieją w obrzędach starożytnych Kościołów Wschodnich, aż po rozprzestrzenienie się obrządku rzymskiego; od jasnych wskazań Soboru Trydenckiego i mszału św. Piusa V aż po odnowę liturgiczną zamierzoną przez Sobór Watykański II: na każdym etapie historii Kościoła celebracja eucharystyczna, będąca źródłem i szczytem jego życia i misji, jaśnieje poprzez obrzęd liturgiczny z całym swym różnorodnym bogactwem. XI Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, które się odbyło w dniach od 2 do 23 października 2005 r. w Watykanie, złożyło Bogu głębokie dziękczynienie wobec tej historii, rozpoznając w jej działaniu przewodnictwo Ducha Świętego. Ojcowie synodalni stwierdzili oraz potwierdzili dobroczynny wpływ, jaki miała na życie Kościoła reforma liturgiczna podjęta przez Sobór Watykański II (5). Synod Biskupów miał możność ocenić jej przyjęcie w okresie posoborowym. Bardzo liczne były wyrazy uznania. Stwierdzono, że trudności, jak również niektóre zauważone nadużycia, nie mogą przesłonić dobrodziejstw oraz ważności liturgicznej odnowy, która zawiera bogactwa nie w pełni jeszcze wykorzystane. Głównie chodzi o to, by odczytywać zmiany, jakich pragnął Sobór w obrębie tej jedności, o jakiej stanowi rozwój historyczny samego obrzędu, nie stosując nienaturalnego przerwania tej jedności (6).

Odnośnie tego fragmentu mamy następujące spostrzeżenia:

- Godny podziwu rozwój, owoc Ducha Świętego, o którym mówi Papież wraz z dziękczynieniem dotyczy wszystkich rytów antycznych i idzie aż do odnowy chcianej przez Sobór Watykański II. Nie dotyczy to nowego rytu, nawet gdyby był lub nie w zgodności ze wspomnianą odnową. Jak by ktoś powiedział, być może jest to dla was detal... dla mnie nie!

- Papież przypisuje ojcom synodalnym dobroczynne spojrzenie na samą reformę liturgiczną. Nie czyni go swoim. Wiemy ile trudności miał Papież, nawet w czasie synodu, na ten temat, że sprzeciwiało mu się wielu ojców wyłącznie z powodu mówienia o liturgii tradycyjnej. Wystarczy wspomnieć sobie relacje prasowe z tamtego czasu.

- Wreszcie, rozpoznajemy tam osobisty podpis Pasterza Wspólnego, Papież proponuje kontynuację oceny, zainaugurowanej przez Synod, przyjęcia właściwie zwanej reformy liturgicznej. Wspomina, że to przyjęcie spotkało się z trudnościami i nadużyciami, niemniej jednak ojcowie synodalni (wciąż oni!) nie zauważyli nic innego, jak tylko dobro i rzecz cenną, a także bogactwa nie w pełni jeszcze wykorzystane. Papież wprowadza więc, w manierze liturgicznej, hermeneutykę kontynuacji, którą tak dobrze postawił na drodze w dziedzinie doktryny w swoim dokumencie z 22 grudnia 2005r. zaadresowanym do Kurii. Nowy ryt nie jest już wspomniany: trzeba będzie czytać zmiany chciane przez Sobór w ciągłości wiecznej liturgii, usuwając elementy stanowiące sztuczne zerwanie.

Jest to sztuka, wielka sztuka! Wszystkim tym, jak ja, którzy byli zaskoczeni i w pewnej mierze rozczarowani przez pierwszą pobieżną lekturę tego numeru, mówią: przeczytajcie go ponownie w sposób drobiazgowy. My wszyscy, którzy znamy, przez to, że przeżyliśmy, przemoc, niesprawiedliwość i równie często skandale, którymi obsypana była posoborowa reforma liturgiczna, musimy zrozumieć, że rzeczy się zmieniają i to szybko. Wszystkim tym, którzy myślą, że sprawy nie posuwają się dostatecznie szybko, że należałoby jeszcze jaśniej, mówię krótko: to psikus! Oto przez 30 lat nic się nie ruszało, posępny i nieunikniony upadek życia chrześcijańskiego postępował, a tu, nawet nie w przeciągu dwóch lat, w przeddzień powrotu mszy gregoriańskiej i ustawienia nowego rytu na bazie hermeneutyki ciągłości, więc tradycji. Kiedy się zna powściągliwość, strach i powolność świata biskupiego; kiedy się zna uprzedzenia, dominującą i wojującą ideologię wielu wśród nich; kiedy się zna szał niektórych, którzy od wielu bezzwłocznie wskakują na samolot do Rzymu, kiedy tylko usłyszą pogłoski o tym, że ewentualnie moglibyśmy przywrócić Tradycję liturgiczną (która to, jak się zdaje, bardziej ich przestrasza niż pustynnienie ich diecezji): wszystko to zdaje się cudem, który pewnego dnia być może trzeba będzie użyć z dobrą wolą...

Proszę sobie przypomnieć, że w 1986r. Papież Jan Paweł II zjednoczył komisję dziewięciu kardynałów, aby zadać im dwa pytania: czy mszał Papieża Piusa V został zniesiony oraz czy należy go przywrócić w Kościele? Ośmiu na dziewięciu kardynałów odpowiedziało „nie” na pierwsze i „tak” na drugie. Zdarzyło się coś niezwyczajnego: nic się nie stało. Poza tym, że linie lotnicze Air France i Alitalia dziwiły się z powodu transportowania tak dużej liczby biskupów w tak krótkim czasie!

Poruszyłem wyłącznie kilka punktów z tego ważnego dokumentu przygotowawczego, oczywiście pobieżnie. Lecz jednak proszę rozpoznać najbardziej delikatny fragment. Tysiące innych fragmentów mają za zadanie dać nadzieję, że odnowa liturgiczna jest blisko. Podnieśmy głowę, lecz przede wszystkim módlmy się jeszcze goręcej aby to, co tak jasno zostało ogłoszone weszło tym razem w życie, na chwałę naszego Kościoła katolickiego. Niech jego wieczna młodość będzie odnowiona jak młodość skrzydła. (Psalm 102,5)

Przyp. Tłum.: W tekście polskim użyte zostało tłumaczenie tekstu „Sacramentum caritatis” dostępne na oficjalnej stronie Stolicy Apostolskiej.

wtorek, 20 marca 2007

Wspomnienia z Salérans

Drogi Księże,

Często słyszałem jak mówiono o Księdzu, zwłaszcza w pewnych emisjach telewizyjnych. Znam Księdza z odległej przeszłości, zaś tytuł mojego e-maila będzie oczywiście przypominał o młodości, kiedy jeszcze Ksiądz nie był jeszcze duchownym i gdzie spędzał Ksiądz swoje letnie wakacje w Salérans, około lat 1975, 1976, 1977 u Czcigodnego Ojca Avril.

Bardzo dobrze przypominam sobie Księdza porywczy charakter i dobrze odnalazłem w mediach ks. Philippe Laguérie, którego poznałem w tej epoce.

Słowa mego listu dotyczą oczywiście Księdza postępowania, które śledziłem przez internet i mogłem w nim znaleźć pełną przystawalność i przede wszystkim inteligencję, które oczywiście powinna zaprowadzić katolików tradycyjnych na drogę jedności i pojednania z Rzymem.

Nawet, jeżeli nie praktykuję już mojej wiary, zauważam oczywiście, że cały ten nowoczesny rytuał jest niczym innym jak tylko maskaradą zabarwioną różnymi kierunkami, które są daleko od sacrum, które znałem w moim dzieciństwie w Salérans.

Powinien Ksiądz również zrozumieć, że tradycjonaliści weszli w większości w rodzaj ochronnej paranoi w ciągu trzydziestu lat, które poprzedziły i że wiele czasu będzie potrzeba zanim Księdza droga będzie całkowicie zintegrowana i zrozumiana. Z drugiej strony jest to Księdza zaszczytem być tej drogi prekursorem.

Osobiście, bardzo lubię osobowość i inteligencję Benedykta XVI. Nareszcie Kościół znalazł głowę, który ma głębię i nie boi się ogłaszać rzeczywistość swoich zasad i swojej wiary. Właśnie tego brakowało wiernym według mego skromnego zdania.

Udzielam więc Księdzu wsparcia i życzę powodzenia.

Przyjacielsko,

Philippe Lerda

P.S. Chciałbym odnaleźć dawnych uczestników z Salérans, których imiona przychodzą mi do głowy. Przedstawiam ich tak, jak zapamiętałem. Jeżeli zna Ksiądz ich dane i może mi je przekazać, będzie dla mnie przyjemnością skontaktowanie się z nimi.

Jean Baptiste Braun

Romaric Braun

Hervé Dupuy

Patrick Bocabeille

Yann Yves Lussiaud

Nicolas Fropo

Laurent Duchalard

Olivier Fouques-Duparc

Christian Malige

Franck Dallagnola

Gilles Perrin

Olivier Picard D’Estelon et son frère jumeau dont j’ai oublié le prénom

Richard Hanrot

Bruno et Sabine Colavito

Na pewno zapomniałem o innych....... Przypominam sobie o ks. Maraud i jego prymicji odprawionej w 1976r. w Salérans, o ks. Reynaud.......


Drogi Filipie,

pańska wiadomość jest bardzo miła i serdecznie Panu za nią dziękuję. Zachowuję bardzo dobre wspomnienia z lat spędzonych w Salerans i jestem wielce zobowiązany wobec Ojca Avril’a. Całkiem niedawno widziałem Go ponownie; ciągle z tym samym wzruszeniem. Jak zapomnieć te kolonie liczące 120 „harkis” [żołnierze tubylczy w Algierii, służący w oddziałach pomocniczych po stronie Francji; w szerszym znaczeniu Algierczycy sprzyjający Francji – uwaga tłumacza],
w wieku od 5 do 16 lat, istniejące w roku 1971 i latach następnych? Wierzyli oni jeszcze we Francję, lecz Francja nie wierzyła już w nich – od dawna. Jaka okropna strata, nawet biorąc pod uwagę, że naszemu czcigodnemu Ojcu Avril’owi udało się wielu z nich ochrzcić. Ogół nich żył według przykładu idącego od mieszkańców Francji metropolitalnej: 5 godzin dziennie telewizji na głowę i osobę, rozwody według życzenia, dla kobiet pigułki, a w ostateczności powrót do „boga pełnego łagodności i miłosierdzia”, wygodniejszego niż ten nasz pod każdym względem.

Gratuluję Panu zatem zachowania Wiary i zachęcam do wytrwania w niej bardziej niż kiedykolwiek! Mówię o tym nie tylko jako kapłan (normalne), ale także jako stary przyjaciel wychowawca. Zawsze uważałem, że skarżenie się na przeciwności losu nie wystarczy, jeśli się nie próbuje im zaradzić w miarę naszych słabych sił. Pod tym względem Pańska ocena tradycjonalistów wydaje mi się całkowicie przesadna. Nie można ich czynić odpowiedzialnymi za ich wycofanie się, motywowane koniecznością – doznali prawdziwych prześladowań, kiedy próbowali nie tylko zachować, ale i praktykować Wiarę.

To jest powód, który zabrania Panu ich sądzić, skoro – porzucając praktykowanie [wiary] – nie musiał Pan wspierać ich w walce, ani przeżywać ich doświadczeń. Proszę powrócić do Kościoła, na drogę modlitwy codziennej, niedzielnej Mszy; dobra spowiedź powinna Panu wiele pomóc w usunięciu drzazgi z własnego oka. Wydam się Panu trochę twardy, ale skoro ceni Pan mój charakter, korzystam z tego! Nie wierzę tym wszystkim wyjaśnieniom dotyczącym religii; jakakolwiek socjologia w tym zakresie jest dla mnie nie do zaakceptowania. Religia to Bóg i Jego Syn (szczególnie Jego Syn) – trzeba trzymać się tego ze wszystkich sił.

Ostatecznie, są jeszcze statystyki. W naszych czasach, kiedy wychowywano, było we Francji 85% ludzi ochrzczonych, z których 30% praktykowało. Dzisiaj, kiedy staliśmy się drobnomieszczanami, znającymi się na wszystkim, pozostało 45% ochrzczonych, z których 5% praktykuje. Jakie by nie były tego przyczyny, a są one liczne, mamy bez wątpienia wszelkie prawo [się skarżyć], ale nie mamy prawa wygadywać na temat tych, którzy próbowali coś zrobić. Przypomina mi się diagnoza doktora Diafoirusa – który się ulatnia wraz z honorarium – o tym, „co należało było zrobić dla człowieka, który wczoraj umarł”.

Należy dobrze nad tym pomyśleć – to rozróżnienie między chrześcijaninem praktykującym i nie praktykującym jest po prostu surrealistyczne. Pianista, czy wiolonczelista, który nie dotknął swego instrumentu od 20 lat, wydaje mi się naprawdę pewny siebie, jeśli deklaruje się jako taki, jakiekolwiek by nie były jego osiągnięcia w przeszłości. Nie zaprzeczam, że Wiara trwa tak długo, o ile wprost nie odrzuci się świadectwa Bożego i że chrzest wraz z uznaniem autorytetu Kościoła wystarcza, by pod względem formalnym być chrześcijaninem. Tylko proszę wyobrazić sobie chrześcijanina z pierwszego wieku, który by się otwarcie zadeklarował przed św. Piotrem czy św. Pawłem, że jest niepraktykujący? Po prostu wariat. [Gdyż taka postawa] oznacza całkowite odłączenie Wiary od tego, co obiecuje ona dzięki Bożemu miłosierdziu – czyli życia wiecznego. Jest okazja, aby zacytować św. Piotra: „A jeżeli sprawiedliwy z trudem dojdzie do zbawienia, gdzie znajdzie się bezbożny i grzesznik?” Nie ma życia łaski bez praktykowania, obie zaś są wystarczająco trudne.


Dobrze, na tyle mojego małego kazania – jakkolwiek nie miałby Pan racji, nie biorąc go na serio – i spieszę, aby przekazać informacje o byłych wychowankach ojca Avril’a. Te dobre przynajmniej.

Herve Dupuy zmarł w wieku 22 lat na paskudnego i szybko rozwijającego się raka. Miał piękną śmierć. To z pewności jemu najlepiej się udało z nas wszystkich. Laurent du Chalard ożenił się i trzyma się bardzo dobrze – z tego, co ostatnio słyszałem. Straciłem z pola widzenia Patrick’a Boccabeille, po kilku latach kapłaństwa (mówię o swoim, oczywiście). Jeden z dwóch Picard’ów d’Estellan jest czcigodnym mnichem w Barroux i sądzę (trzeba by sprawdzić to jeszcze), że odprawia wyłącznie Mszę wszechczasów. Tak jak i niewymieniony przez Pana Raphael Figueras, który jest tam nawet podprzeorem. Jego brat Olivier jest błyskotliwym dziennikarzem w „Present”. Widziałem go ponownie z okazji małżeństwa jego córki, Dominique Vian; dobrze się ożenił, jest ojcem około ósemki dzieci i bardzo dobrym, praktykującym chrześcijaninem.

Oto, drogi Filipie, co pokrótce przychodzi mi do głowy. Nie chcę już więcej przedłużać, żeby blog nie stał się plotkarskim dzienniczkiem, nawet jeśli chodzi o starych znajomych, opowiadających swoje przygody. Resztę opowiemy sobie prywatnie, jeśli chcesz. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i z wdzięcznością; i proszę Boga, byś powrócił do praktykowania [wiary], której nigdy nie powinieneś był porzucić (ach ci proboszczowie!). Błogosławię Cię z całego serca.

piątek, 16 marca 2007

honneur.org

Proszę Księdza,

Czy będzie niedyskretnym zapytanie Księdza o to, czy IDP, Ksiądz sam czy ktoś z Księdza bliskich były u początku zamknięcia strony Honneur.org ?
Czy powinniśmy myśleć, że błysk przytomności, FSSPX samo zażądało zamknięcia tej szkodliwej strony?
Dziękuję za odpowiedź, jeżeli uzna ją Ksiądz za pożyteczną i niezbędną.

F.VALADIER


Szanowna Pani,
Rzeczywiście, wielkim beneficjentem tego dobroczynnego rozwiązania jest Bractwo św. Piusa X, jak to Pani słusznie zauważa i nie wątpię, że bardzo się ono z tego powodu cieszy – jak my wszyscy. Wielu członków wymienionego Bractwa informuje nas, jaką ulgą jest to dla nich. Wiemy, jak im było przykro z powodu kalumnii i niesprawiedliwych oskarżeń. Strona ta, pod pozorem obrony ich honoru, dyskredytowała całe Bractwo i w konsekwencji każdego z jego księży. W szczególności zaś osobistości Dystryktu francuskiego, które za bardzo zaangażowały się w to przedsięwzięcie za pomocą środków niemoralnych. Ksiądz de Cacqueray odmówił wprawdzie potępienia tych „anonimów”, sam jednak zdezawuował ich postępowanie – powinien Mu być teraz lżej.

Zrozumie Pani z pewnością, że nie wolno mi samemu używać metod postępowania, nad którymi ubolewam u innych osób. Proszę mi zatem wybaczyć, że nie podam żadnego nazwiska w tej przykrej sprawie. Chętnie im przebaczam, będąc przekonanym, że więcej ujmy na honorze mają oszczercy niż osoba pomówiona. Nie do mnie jednak należy przebaczyć w imieniu moich przyjaciół, również pomówionych.

Zachęcam świeckie ramię tego żałosnego przedsięwzięcia (którego tożsamość obecnie znamy) , aby podjęła ozdrowieńczą podróż w głąb samego siebie.

To lekcja dla wszystkich; słaba i niepewna anonimowość, którą (w tej chwili) umożliwia sieć nie może pozwolić zapomnieć o moralności naturalnej i chrześcijańskiej, na mocy której:

W żadnym wypadku cel nie usprawiedliwia środków. W żadnym, to znaczy – nigdy.

Ludzie mają prawo do dobrego imienia – dla dobra wspólnego.

Poza tym chrześcijanin powinien wiedzieć i nigdy nie zapominać nawet na chwilę, że przed Bogiem, „który bada nerki i serca”, nie ma anonimowości w czasie rzeczywistym. Kiedy człowiek systematycznie ukrywa swoją tożsamość w przestrzeni z natury rzeczy publicznej, jaką są prawdziwe, głębokie dyskusje – czy wówczas działa on dla Pana Boga? Jak mówi św. Ignacy (rozeznawanie duchów: 13 reguła) diabeł żąda ukrycia się i niczego tak się nie obawia, jak bycia ujawnionym (…) ponieważ wie, że cała jego złość pozostanie bezsilna w momencie, kiedy jego pokusy zostaną odsłonięte i ukazane światłu dziennemu.”

Jest Pani tego świadoma, droga Pani; jestem szczęśliwy, że mogłem oddać – dzięki zaangażowaniu moich adwokatów – tak wielką przysługę dla Tradycji, a szczególnie Bractwu św. Piusa X. I mogę Panią zapewnić, że uczynią oni wszystko, co konieczne, by taka wstydliwa historia nigdy się już nie powtórzyła.

Ta zamknięta strona jest z pewnością gwarancją pokoju, a przynajmniej prawdziwego szacunku, takiego, jakiego należy oczekiwać u tych, którzy są przyobleczeni w kapłaństwo Pana Naszego Jezusa Chrystusa.


czwartek, 15 marca 2007

Lepiej się z tego śmiać!

Drogi Księże,

Jedna z moich przyjaciółek, parafianka kościoła pw. Matki Bożej Dobrej Rady, przekazała mi dokument podpisany przez ks. Pierre Duverger, datowany na 6 lutego 2007r., mówiący o parafii św. Eligiusza jako „rezerwacie Indian”, „getto”, opłakując to, że parafia Matki Bożej Dobrej Rady nie jest uznana przez arcybiskupa.
Twierdzi ponadto, że koszty restauracji i waszych prac będą zwrócone do diecezji, że będziecie musieli organizować zbiórki na dzieła diecezjalne... na koniec, że podpisaliście deklarację uznającą magisterium Soboru Watykańskiego II.
Jestem poruszona i sądzę, że nie powinnam być jedyną. Czy może mnie Ksiądz upewnić?
Pani Aubrée
Perpignan

Droga Pani,

Odpowiedziałem już na moim blogu na większość oskarżeń pamfletu księdza Piotra Duverger.

Odsyłam Panią do: „Mały niepokój” i „Pytanie a propos umowy z 1 lutego”, dotyczące Magisterium proszę zobaczyć: „§ 25 Lumen gentium”, dotyczące tego, co podpisaliśmy w Rzymie można znaleźć w: „Akt przylgnięcia

W zamian, dziękuję Pani za danie mi okazji do odpowiedzenia na nowe oskarżenia i powiedzmy sobie wprost, psychodeliki „proboszcza” Matki Bożej Dobrej Rady.

Możemy zacząć od tego. Ksiądz Duverger skarży się na mój podpis na umowie, na argument, że w komunikacie archidiecezji są wymienione wszystkie miejsca tradycyjnego kultu w Bordeaux, z wyjątkiem Matki Bożej Dobrej Rady.


Wyznaję, że nie wiedziałem do tej pory o tak żywym pragnieniu uzyskania przez diecezję uznania jego parafii Isleferme, które nagle poczuł ks. Duverger. W zasadzie, chciałby pójść tą samą drogą, ponieważ żałuje, że tak już się nie stało, ale widzicie, że nie ma odwagi. Jeśli tylko poprosi, z mojej strony proponuję mu załatwienie spotkania z Jego Eminencją Kardynałem Ricard. Wystarczy tylko jedno jego słowo. Ale jestem już bardzo zadowolony, z dobrego wpływu parafii św. Eligiusza na parafian z Isleferme, jeśli chodzi o ich eklezjalne dyspozycje.

Przyznaję, że bardzo rozbawiły mnie oskarżenia kapłana, traktującego parafię św. Eligiusza jak „Indiański rezerwat” i „getto”.

Zwłaszcza, że pierwsze oskarżenie – rezerwat Indian, – jest umotywowane własnym rytem parafii, liturgią z 1962 roku. Oznacza to po prostu – jeśli słowa zachowały nadal swój sens, że ks. Duverger uważa, że wyłączne prawa do tradycyjnej liturgii w parafii tworzą z niej rezerwat dla Indian! Używając takich argumentów, nigdy nie wyjdziemy z kryzysu. Czyli „Wielki Sychem” z Isleferme będzie musiał niedługo wprowadzić NOM, by znieść u siebie enklawę rezerwatu czerwonoskórych?

Również według ks. Duverger, parafia św. Eligiusza stała się gettem, gdyż celebrować możemy tylko na terenie św. Eligiusza, gdzie indziej za zgodą ordynariusza miejsca. Mam jedno proste pytanie: czy on sam może odprawiać mszę poza Isleferme? Z wyjątkiem małej kaplicy Matki Bożej, zbudowanej przeze mnie? Jeśli chodzi o msze ks. Duverger w Seurin, w Notre Dame, w św. Eulalii? Patrząc na przykład przyszłej niedzieli w Verdelais, myślę, że łatwiej otrzymam pozwolenie niż on.

Getto, mówicie getto?

Również w sposób ekstremalnie komiczny, ks. Duverger ubolewa nad „darem, którym obdarował archidiecezję, dokładając wszelkich starań, by ten kościół stał się miejscem kultu”. Bardzo poruszyła i wzruszyła mnie ta uwaga. Po raz pierwszy kapłan Bractwa św. Piusa X dostrzega moje osiem lat pracy (3 w świętej Kolumbie i 5 w św. Eligiuszu). Znaczna część środków tam zainwestowanych, pochodziła wyłącznie z dotacji od moich znajomych (nic nie otrzymałem od Bractwa z wyjątkiem dachu kościoła św. Kolumbii), nie licząc już lat prawnych manewrów. Z przykrością muszę doprecyzować drogiemu księdzu, że zawsze, przez długi czas pozostawiałem kościół św. Eligiusza do dyspozycji, ale moje zaufanie do Bractwa kosztowało mnie utratę kościoła św. Kolumbii.

Oto Szanowna Pani, nowe, sfabrykowane przez ks. Duverger argumenty, na inne już odpowiedziałem. Widzi, więc Pani, że nie są one w stanie zakłócić spokój duszy dobrej woli, wręcz przeciwnie.

Nie pozostaje nic innego, jak podziękować ks. Duverger za dobrze spędzony czas na czytaniu jego lektury, nie mamy wiele okazji do śmiechu. Zastanawia mnie tylko jego śmiałość w produkowaniu takich żartów w przeddzień Wielkiego Postu.

Proszę przyjąć moje błogosławieństwo.

(zobacz oryginał)

wtorek, 13 marca 2007

Wciąż niepewności

Drogi Księże,
Im bardziej czytam i czytam ponownie tekst z 1 lutego, tym bardziej jestem niepewny. Widząc, że procesje będą poddane autoryzacji, że jedna tablica ma zostać umieszczona do dyspozycji diecezji w kościele odnowionym bez jakiejkolwiek pomocy diecezji, tak samo odnośnie denara kultowego, rachunków podporządkowanych ekonomowi diecezjalnemu, ale także to mnie sprawia przykrość, że nabożeństwa i sakramenty będą sprawowane wyłącznie w św. Eligiuszu.
A więc czy to oznacza, że na przybycie pielgrzymki do Verdelais msza może zostać zakazana, lub że nie będziecie mogli odprawiać ani ślubu ani pochówki nigdzie indziej jak w miejscu oznaczonym?
Proszę mnie upewnić,
Z wyrazami przyjaźni,
Pan Simon

Drogi Panie Simon,

pańska lektura porozumienia między Diecezją Bordeaux a Instytutem Dobrego Pasterza jest odrobinę ogólnikowa i częściowa. Jako dobry „tradi” jakim Pan jest (jest to komplement z mojej strony) uważa Pan za nienormalne, że biskup miejsca może mieć cokolwiek do powiedzenia w sprawie organizacji duszpasterstwa w jednej z parafii swojej diecezji! Proszę przyznać, że jest to trochę odwrócony świat.

Jeżeli rzeczywiście z góry zakłada Pan, że wszystko co podlega autoryzacji będzie zakazane, gdyż zakłada Pan niechęć biskupa, to wtedy Pana niepewności są logiczne. Jeżeli jednak z góry zakłada Pan coś innego, wtedy Pana niepewności są fałszywe i pochodzą z nieżyczliwości.

Na przykład, odbędziemy pielgrzymkę do Verdelais w przyszłą sobotę i niedzielę. Nie tylko Kard. Ricard nam tego nie zabrania, ale to on rozmawiał jako pierwszy ze mną o tym, jak o czymś naturalnym, zaś ja nie miałem nawet czasu poprosić go o pozwolenie, którego jeszcze mi nie udzielił.

Żaden kapłan Kościoła katolickiego nie może odprawiać w kościele bez pozwolenia proboszcza, ten ostatni zaś jest zawsze poddany, niezależnie czy jest odwołanie czy nie, osądowi biskupa. To nie dlatego, że musieliśmy długo przechodzić do stanu normalnego sprawia, że rzeczy powracają do porządku, należy zakwalifikować nieporządek jako normę prawa. Znajduje się w tym błąd, który należy naprawić, Szanowny Panie.

Z drugiej strony, gdy inny biskup nie chce niczego słuchać i wciąż nas prześladuje, wtedy pańska dawna postawa pozostaje dobrą i należy stawiać opór. Lecz kiedy biskup tworzy dla nas parafię personalną, ze wszelkimi gwarancjami doktrynalnymi, liturgicznymi w pełnym poszanowaniu prawa Kościoła, nostalgia za minioną wolnością jest niczym innym jak libertynizmem.
Gdzie odnalazł Pan informację, że denar kultowy przechodzi do biskupstwa, kiedy konwencja mówi coś przeciwnego, że przed jak i po, wierni są całkowicie wolni w sferze ich szczodrości?

Gdzie znalazł Pan informację, że księża Dobrego Pasterza nie mogą odprawiać w innym miejsc
u niż św. Eligiusz, gdy tymczasem konwencja mówi to, co wypływa z prawa Kościoła, że każda inna celebracja jest poddana autoryzacji?

Co do różnych pielgrzymek Tradycji proszących o pozwolenie ordynariusza miejsca na wykorzystanie jego kościoła do odprawienia mszy, uważa to Pan za nienormalne? To wyłącznie niesprawiedliwa i częściowa odmowa jest szokująca, ale z całą pewnością nie prośba.


Kiedy mówi się, że celebracja mszy tradycyjnej jest zakazana wszystkim księżom Dobrego Pasterza przez władze FSSPX we wszystkich ich miejscach kultu: proszę więcej nie szukać gdzie jest niespójność i niesprawiedliwość. W przyszłą środę będzie pochowany w kościele Saint Nicolas du Chardonnet najstarszy i najczcigodniejszy przyjaciel rodziny Laguérie, Pan Jean Ferrey. I choć rodzina prosiła mnie o odprawienie, nie będę mógł uczynić zadość ich prośbie.


Lecz w przyszłą niedzielę, będę mógł odprawiać z błogosławieństwem Kardynała-Arcybiskupa Bordeaux w czcigodnej bazylice w Verdelais... Reszta, to słowa i Pana niepewności, złe refleksje.
Z całą przyjaźnią do wartościowego parafianina, jakim Pan jest.

poniedziałek, 12 marca 2007

Restauracja organów w św. Eligiuszu?

Szczęść Boże, Księże,
ma małe pytanie... muzyczne: gdzie znajduje się Ksiądz obecnie w projekcie restauracji organów (chór i trybuna) w św. Eligiuszu?
Dziękuję za Księdza odpowiedź; proszę czuć się zapewnionym o naszym wsparciu modlitewnym.
AB,
organista między tyloma innymi.

Szanowny Panie,

nasze wielkie organy postępują, 13 gier (na 41 ostatecznych) funkcjonują, a wielkie dzieło jest dokończone: całkowite czyszczenie, zainstalowana konsola, nowy wentylator, kredens odrestaurowany... oczekujemy aż nasi specjaliści od organ uwolnią się od innych ciężkich zobowiązań oraz... na to z czego im zapłacić! Ten blog nie został do tego stworzony, ale ponieważ w końcu jest Pan w sposób oczywisty miłośnikiem organ, gdyby udało się Panu znaleźć poważnego mecenasa czy innych szczodrych ludzi, odda nam Pan ważną usługę.

Jakość dźwiękowa tego początku jest naprawdę imponująca i bardzo zachęcająca. Aż zaczyna się marzyć... św. Ouen, św. Klotylda.

Co do małych organ chóru (Venner jak inne), zobaczymy później.

Św. Eligiusz został w całości odrestaurowany ze środków prywatnych i to już pokazuje o sile jego parafian i przyjaciół. Jest teraz okazja na to, by wyrazić im całą moją wdzięczność, którą okazuję przez modlitwy za ich dusze.

(zobacz oryginał)

piątek, 9 marca 2007

Ponowienie mojego pytania o władzę spowiadania dla IDP?

Drogi Księże,
Daleka jest mi myśl o wprowadzeniu Was w kłopot, lecz zadałem Wam pytanie tuż po otwarciu tego bloga, skądinąd z pomocą Sekretarza w związku z problemem informatycznym
Nie zachowałem kopii, ale powinniście móc odnaleźć jej dokładny tekst: poza Archidiecezją Bordeaux, jaka jest aktualna sytuacja prawna księży IDP, tak w Courtalain (uregulowanie władzy spowiadania „de facto” - widząc stosunek do święceń – bez porozumienia tego dnia?), jak i w Paryżu (zastępczość przywoływana przez IDP i cicha aprobata Abpa Vingt-trois?).
W Rzymie, nie ma możliwości, aby Wam powierzyć kościół bez przyznania Wam wszystkich niezbędnych uprawnień dla posługującego, ale być może, po prostu bez pisanego dokumentu, co byłoby zadziwiające w dobrym porządku prawnym, o który zwykle tak się staramy.
Po wizycie Abpa De Magistris, autorytetu w prawie kanonicznym, macie prawdopodobnie czynniki Wam brakujące, aby odpowiedzieć mi bez zwłoki.
Jeżeli uznajecie to za potrzebne, możecie nie publikować, lub opublikować wyłącznie częściowo to pytanie, ale chciałbym, abyście odpowiedzieli na tym blogu wszystko, co na chwilę obecną może zostać powiedziane na waszą korzyść, na przykład dla mojego biskupa, Bpa Dagens.
Z wyrazami szacunku, in unitate deprecationis.
Jean-Paul MESTRALLET
Angoulême

Szanowny Panie,

częściowo odpowiedziałem już na Pana pytanie.

W chwili naszego założenia i oddania nam kościoła św. Eligiusza, który jest od początku naszą siedzibą na mocy dekretu erygującego, nasze domy dotychczas istniejące zostały de facto uznane przez Rzym. To jest Seminarium św. Wincentego w Courtalain, Centrum św. Pawła w Paryżu (razem z jednostkami mu podległymi na przedmieściach Paryża) i nasz dom rzymski.

Następujące po tym kontakty z biskupami rezydencjalnymi były zachęcane, jak to Pan odnotowuje, gdyż wszyscy byli zgodni, aby dać naszym księżom władzę spowiadania. Ks. Aulagnier ma ją z Diecezji Clermont. Ks. de Tanoüarn (i ja sam) z Archidiecezji Paryskiej. Ks. Héry z racji swojej funkcji w św. Eligiuszu, tak jak ja (mam więc władzę dwukrotnie). Ks. Perrel dostał ją bezpośrednio od Kard. Ricard. Ks. Forestier ma ją bezzwłocznie otrzymać od Bpa Pansard. Prosimy o nią teraz dla naszych dwóch nowych księży, dla jednego w Bordeaux, dla drugiego w Paryżu. Widzi więc Pan, że w tej sprawie biskupi nie robią żadnego problemu. W Rzymie, czynimy zabiegi by ją uzyskać od Kard. Ruini, jedynej osoby upoważnionej do dawania tej władzy w diecezji Papieża. Podczas gdy wszędzie na całym świecie, jeżeli uzyskujecie ją od jednego biskupa, jest ona ważna na cały świat.

Prawdziwym pytaniem jest więc to o zakładaniu nowych parafii. Dla ich zdobycia należy negocjować albo z władzą świecką, albo z biskupami, zależnie od tego czy budynek jest przydzielony czy nie. Dla duszpasterstwa, należy oczywiście załatwić sprawę z biskupem, jak do tego zobowiązuje obie strony prawo kanoniczne. Ten ostatni punkt jest bardzo ważny. Nie istnieje wyłącznie petent, który jest zobowiązany do proszenia. Biskup jest zobowiązany zaspokoić potrzeby wiernych katolików ze swojej diecezji. To jego troska o dusze przed Bogiem nakłada mu ten ciężki obowiązek. Biskupi mogliby pozbyć się nas podnosząc sprawę naszej koślawej sytuacji kanonicznej; tego już nie mogą robić, a my ich informujemy o tym z szacunkiem. Zwłaszcza wtedy, według tego co się mówi, gdy Motu Proprio szybko się ukaże.

Wciąż żyjemy w ekscytującej epoce, czyż nie?

Z moim błogosławieństwem.

(zobacz oryginał)